multitasking-01

Kiedy umysł goni za nową technologią, czyli być albo nie być Multitaskerem

Grudzień 2, 2018

Czytanie książki przy ulubionej playliście ze Spotify, telefon do przyjaciela podczas jazdy samochodem, szybki przegląd Instagrama w ramach nagrody za wykonywaną czynność, a może śniadanie w towarzystwie Facebooka? Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie był Multitaskerem! Czy wielozadaniowości można się nauczyć? A może Homo Multitaskus nie ma prawa przetrwać? Jedno jest pewne – naukowcy nie dają mu większych szans.

Współczesne pokolenie, które kiedyś na łamach magazynu “Time” Claudia Walls nazwała “generacją wielozadaniową”, zdaje się wierzyć w efektywne wykonywanie wielu złożonych czynności w tym samym czasie. Dla wielu osób multizadaniowość jest wręcz swego rodzaju powodem do dumy. Ile razy zdarza nam się słyszeć przechwałki, że ktoś robi dziesięć rzeczy na raz, jest w kilku miejscach jednocześnie i ma oczy dookoła głowy… Pytanie brzmi – czy jest się czym chwalić?

Nie chcę, ale muszę

Dostęp do urządzeń mobilnych oraz zmieniające się warunki pracy, w których wymaga się od nas natychmiastowej reakcji, w pewien sposób wymuszają wielozadaniowość. Weźmy pod lupę np. współczesny rynek pracy. Hasło “multitasking” chyba na dobre zagościło w ofertach pracy na popularnych portalach dla pracowników i pracodawców. I choć liczba zwolenników multitaskingu z roku na rok maleje, istnieje kilka pozytywnych stron posiadania i korzystania z tej kompetencji. Możliwość szybkiego przechodzenia od jednego zadania do drugiego oraz praca nad różnymi rzeczami jednocześnie zwiększa zdolność adaptacji ludzkiego umysłu. Wielozadaniowość pozwala także na bycie elastycznym i nierzadko umożliwia zaoszczędzić czas, na nadmiar którego chyba nikt dziś nie może narzekać.

Strach przed tym, że coś przegapię

Technologia zła, pracodawca zły… a co z nami? Linda Stone w artykule opublikowanym na łamach „Harvard Business Review” (2007) w trafny sposób opisuje kondycję współczesnego człowieka, który zawsze chce być w centrum wydarzeń i boi się, że cokolwiek może mu umknąć. Jej zdaniem z tego powodu pracujemy przy dźwiękach płynących z włączonego telewizora, czy sprawdzamy aktualności na Facebooku w trakcie oglądania kolejnego odcinka naszego ulubionego serialu na Netflixie. Problem w tym, że nie wpływa to pozytywnie na jakość wykonywanej pracy.

„Wielozadaniowość to tylko okazja, by spaprać wiele rzeczy naraz”

To, że wielozadaniowość negatywnie wpływa na nasz organizm potwierdzają badania z całego świata. Prowadzone w tym zakresie eksperymenty wskazują, że na nic zda się choćby intensywny treningu mózgu – nie sposób wykonywać dobrze kilku zadań wymagających naszej uwagi. W każdej chwili możemy wysyłać SMS-y do przyjaciela, skakać między oknami otwartymi w przeglądarce Google i słuchać głosu z telewizora naraz. Kiedy jednak osiągniemy chwilę spokoju, w której nic nie wymaga naszej uwagi (PS czy takie momenty w ogóle się zdarzają?!), możemy nie być w stanie uniknąć rozproszenia ulubionych aplikacji i mediów społecznościowych. Znacie to uczucie, kiedy oglądając serial słyszycie dźwięk powiadomienia i mimowolnie sięgacie po swojego smartfona, po czym za chwilę zdajecie sobie sprawę, że nie wiecie o czym w zasadzie jest odcinek? My też je znamy!

Badanie przeprowadzone na grupie osób przez Instytut Psychiatrii i objęte BBC News wykazały, że uzależnienie od technologii, a co za tym idzie – rosnąca wielozadaniowość, wpływają na tak zwaną “infomanię”. Wśród uczestników badania nastąpił 10-punktowy spadek ilorazu inteligencji. W badaniu odnotowano także, że wspomniany spadek IQ związany z „infomanią” jest ponad dwukrotnie większy niż w badaniach nad wpływem palenia marihuany na inteligencję.

Multitasking wpływa także negatywnie na jakość i efektywność pracy, gdyż powoduje wydzielanie hormonów stresu – adrenaliny i kortyzolu. Powoduje także uszkodzenia pamięci krótkotrwałej. Zdarza Wam się, że zapraszając znajomego na nasz pokład przeglądacie Instagram, w konsekwencji zapominając sprawdzić, czy PESEL wspomnianego znajomego jest poprawny? No właśnie! Nie pamiętamy, bo nasza uwaga jest zbyt rozproszona, a my niezbyt skoncentrowani.

Jeśli myślicie, że nie ma już dla Was ratunku…

To jesteście w błędzie! Są sposoby na walkę z “rozpraszaczami” i zwiększenie swojej produktywności bez pomocy multitaskingu. Przede wszystkim postarajcie się robić podsumowania i korzystać z notatek. Nie wpadnijcie też w pułapkę ciągłego bycia pod telefonem. No chyba, że stale powiększacie swoją załogę przy pomocy V2V – to jest jakieś usprawiedliwienie. 😉 Ograniczcie czas na stronach innych niż istotne w danym momencie. Choć może wydawać się to tylko 5 minut, to niewiele osób może tak naprawdę dokładnie oszacować upływ czasu. Mówiąc prościej, na przewijaniu LinkedIna i sprawdzaniu nowości na naszym blogu spędzacie więcej czasu, niż myślicie. Możecie też skorzystać z techniki Pomodoro, która charakteryzuje się dzieleniem zasobów czasowych na 25-minutowe interwały. W tym czasie koncentrujcie się tylko na jednym zadaniu. Dopiero po upływie 25 minut rozpocznijcie kolejne, poprzedzając je krótką przerwą.

Jak widzicie, wielozadaniowość może i jest niekiedy efektowna, ale raczej nie efektywna, dlatego warto popracować nad swoim vikingowym charakterem i zapałem do robienia rzeczy niemożliwych, w myśl zasady – liczy się jakość, a nie ilość.

Przy okazji – jeśli macie ciekawe historie, w których Wasza natura multitaskera wpędziła Was w zakłopotanie, albo duże tarapaty, koniecznie dajcie znać!

 

Wasze komentarze: