Breif_17_07_3

Vikingowie w USA – oczekiwania vs. rzeczywistość…

Lipiec 17, 2017

Zdarte kolana, straty w sprzęcie, wymuszona zmiana planu, a z drugiej strony radość z bycia razem, odkrywanie nowego oblicza USA, którego nie zobaczycie w amerykańskich kinowych produkcjach  i ciągłe pragnienie przygody. Jeszcze dalej, jeszcze więcej – tak swoją podróż po Ameryce relacjonują Vikingowie z Zielonego Busa. Jesteście ciekawi Ameryki oczami Vikingów?

Poznaliście już szaloną ekipę Zielonego Busa. Znacie ich plany i marzenia. Wiecie co nimi kieruje i czego pragną oraz … w co lubią się pakować. Nadszedł czas, żebyście poznali pierwszą relację z ich aktualnej podróży. Ekipa szalonych Vikingów właśnie przeżywa wypad marzeń. Jesteście ciekawi, czego się uczą, jakie doświadczenia i wspomnienia kolekcjonują  oraz jakie emocje im towarzyszą podczas odkrywania nieco mniej znanego oblicza Ameryki? O wytrwałości i konsekwencji w podejmowaniu wyzwań oraz potrzebie realizowania najskrytszych marzeń, koniecznie przeczytajcie w wywiadzie! Zapraszamy!

➡ Życie w busie i w ciągłej drodze bywa męczące. Byliście na to przygotowani? Opowiedzcie trochę o trudnościach, jakie spotkały Was pod drodze.

Mamy doświadczenie w takim busowym życiu po ostatnim 7-miesięcznym tripie, więc wiemy, jak sobie radzić z większością napotkanych problemów. Każdy z nas wiedział, na co się pisze, a że mamy sporo dystansu do siebie, to szybko się od siebie uczymy i docieramy. Każdy wie, jakie ma zadania danego dnia – kto gotuje, kto zmywa naczynia, kto prowadzi, a kto jest pilotem. Nawet gdy z czasem pojawiają się trudności, szybko sobie z nimi radzimy.

➡ A ciągłe bycie razem? Jak sobie z tym radzicie?

Radzimy sobie bardzo dobrze, chyba nawet lepiej niż każdy się spodziewał. Ekipę zgraliśmy, mamy podobne poczucie humoru, dzięki czemu konflikty nawet jeśli się pojawiają, to trwają krótko – nigdy dłużej niż jeden wieczór. 🙂

➡ Taki trip po USA to duży wydatek, który należy właściwie zaplanować. Czy Wam udaje się trzymać założonego budżetu?

Jeżeli chodzi o jedzenie i paliwo to wydajemy mniej więcej tyle, ile założyliśmy. Mieliśmy do tej pory kilka niespodziewanych wydatków, takich jak naprawa pompy hamulcowej, czy też wymiana opon, które zaskakująco szybko zostały zjedzone przez Alaska Highway. Nie wszystko da się przewidzieć przed ruszeniem w trasę. Inne rzeczy, takie jak np. spray i trąbka na niedźwiedzie, butla z gazem i reduktorem są wydatkiem jednorazowym na cały wyjazd. Wystarczyło, że kupiliśmy je na początku, pozbawiając się w następnych miesiącach podobnych kosztów.

➡ Zrealizowaliście swój plan podróży w 100-procentach?

Były takie momenty, w których okazywało się, że gdzieś nie dojedziemy, czegoś nie zobaczymy. Nie było to nigdy związane z awarią busa, bo na to założyliśmy sobie wcześniej dodatkowy czas. Zdarzyło się, że nie mogliśmy zobaczyć sporej części Parku Narodowego Yellowstone, ponieważ śnieg i lawiny zatarasowały drogę. Do Parku Narodowego Yosemite wjazd zablokował z kolei z jednej strony ogromny głaz, który stoczył się zarywając drogę, a z drugiej strony również leżący śnieg.

Do Magic Busa, z książki Into the Wild, też nie udało nam się dojść. Pomimo pokonania kilkudziesięciu kilometrów po lesie, nocy spędzonej w szałasie i pełnej determinacji walki z nurtem zatrzymała nas Teklanika. Dwie próby zakończyły się podtopieniem, poobijanymi kolanami, zdartą skórą i stratą w sprzęcie. Nie daliśmy rady naturze. Trzeba było odpuścić, by mieć okazję podjąć kiedyś drugą próbę.

Nie na wszystko mamy wpływ i wiemy, że części naszych amerykańskich ‘must see’ nie zobaczymy.  Najważniejsi są ludzie spotykani na trasie i niewiadoma następnego dnia – przygoda .

➡ Co w Ameryce i w samych Amerykanach zaskoczyło Was najbardziej?

Jest kilka rzeczy, które nas dziwią i zaskakują w Stanach. Pierwsza rzecz to Amerykanie, którzy w sklepach, na parkingach, w codziennym życiu są dosłownie przemili. Zawsze pytają, skąd jesteśmy, gdzie jedziemy i robią wielkie oczy, jak opowiadamy co u nich robimy. Drugie oblicze tych samych ludzi objawia się jednak na drogach. Wiadomo, że nasz bus nie zawsze dorównuje prędkością amerykańskim maszynom i jadąc np. pod górkę wleczemy się, czasem walcząc o każdą milę. Amerykanie wtedy trąbią na nas niemiłosiernie i czasami aż wystając za okno pokazują, co myślą o naszej jeździe. W Europie z czymś takim (może aż tak natężonym) się nie spotkaliśmy. U nas każdy raczej kibicuje i wyprzedza jak tylko ma okazję.

Kolejna rzecz to zasięg internetu. W życiu nie spodziewaliśmy się, że będzie tak słabe pokrycie sieci. Rzadkością jest nocleg z możliwością wrzucania postów czy uplodowania filmów. To nie wynika jednak z winy operatorów, ale rozmieszczenia nadajników. Stany są ogromne, jest tutaj dużo mniejsza gęstość zaludnienia w przeliczeniu na 1 km kw., a co jakiś czas można spotkać pojedyncze, urokliwe domki czy motele w szczerym polu. 🙂 W Stanach nie stawia się tylu nadajników, co np. w Polsce, dlatego też telefony stacjonarne są tutaj wciąż dużo bardziej popularne niż w Europie.

Trzecia sprawa – drogi w Stanach. Nie spodziewaliśmy się dziur na autostradach, a tymczasem nawet na głównych drogach trzeba uważać, żeby nie zgubić tłumika. 😉

O kolejnych przygodach, spostrzeżeniach i planach przeczytacie na naszym blogu już wkrótce!

Wasze komentarze:

Sprawdź oferty