grzejnik

Nie znam się, to się wypowiem – rzecz o internetowej mądrości ludowej

Kwiecień 30, 2018

Współczesność. Czas powszechnego dobrobytu i zadowolenia, no dobra, może troszkę przesadziłem, bo przypomniałem sobie o istnieniu Afryki, wyzysku gospodarczym, systemie bankowym, kontroli i opresyjności państwa i ludzkiej obojętności. Generalnie jednak, kiedy przymkniemy oko na te mankamenty, a przecież robimy to każdego dnia, to można się zgodzić, że czasy mamy wspaniałe, żyje się lekko, a i do garnka jest co włożyć. Do tego niczym “truskawka na torcie” dochodzi wspaniały puzzel Złotej Polskiej Wolności zaklętej w Internet. Czy to nie piękne miejsce? Każdy może wejść, wszystko jest za darmo (tak przynajmniej się powszechnie wydaje), a dodatkowo, w trendzie ZPW, każdy może się wypowiedzieć. Czy to brzmi jak kraina merytorycznych i ciekawych komentarzy? NIE! A przecież wypowiadają się wyłącznie ludzie, którzy z pewnością mają coś do powiedzenia w temacie. Niestety mimo tych cudowności wspaniały Internet pełen jest ciekawostek wątpliwej jakości. Ot, w końcu jeśli się nie znam, to najprzyjemniej będzie się wypowiedzieć – świat czekał kilka tysięcy lat właśnie na mnie i moją opinię! (pewnym dowodem jest ten tekst, ale wierzę, dzielny Vikingu, że uda Ci się znaleźć też inne). Istotnym wycinkiem wypowiedzi tego typu, obok opinii politycznych, które z tego miejsca serdecznie pozdrawiam, stanowią oceny marek i produktów. Bodźcem do ich namnażania było pojawienie się mediów społecznościowych. Dziś informacje o nowym produkcie nie są już efektem zapytania producenta, poszukiwania czy potrzeby konsumenta, a stają się przypadkową treścią konsumowaną w wolnej chwili przez każdego, komu algorytm wyświetli ją jako potencjalnie interesującą. Jak to działa w praktyce?

Rozdział I – Genesis
Scenariusz jest jeden, początki dwa – skandal bądź miłe zaskoczenie. Ot, niczego nieświadomy Kowalski, żyjąc pełnią swojego życia napotyka na wydarzenie, które wprawia go w większy niż zazwyczaj poziom ekscytacji, a częściej rozsierdzenia. Dalej nadchodzi chęć podzielenia się tym zdarzeniem z całym światem. Jako lukier dodajmy kolorowy opis doznanej krzywdy i jasne wskazanie, że bohater dramatu został niesłusznie i nieuczciwie skrzywdzony i oszukany przez wielki kapitał. Kowalski pisze więc na fanpejdżu marki:
TO SKANDAL!!!! ZOSTAŁEM OSZUKANY, ODDAJCIE MOJE PIENIĄDZE! ZŁODZIEJE! – czy coś podobnego, ale pewnie wiecie, co mam na myśli.

Rozdział II – chór popleczników
Teraz cała machina zaczyna się kręcić. Dajmy na to, że Kowalski był wystarczająco przekonujący, a przynajmniej wstrzelił się w temat, budzący ogólne niezadowolenie społeczne. Pod jego wypowiedziami pojawiają się (najpierw nieśmiało, potem już całkiem odważnie) lajki i komentarze. Większość w tonie popierającym i zagrzewającym do boju. Kowalski nie jest już samotnym Don Kichotem walczącym z wiatrakami rynku. Teraz to princeps inter pares, ten, który wyraża wolę ludu, a lud, jak to dawno już stwierdzili Rzymianie, chce wyłącznie dwóch rzeczy – z czego chleb już jest – zostają igrzyska. Publiczność dzieli się na obserwujących, którzy kupują popcorn i udostępniają wpisy, oraz na gladiatorów dzielnie starających się wbić trójząb w bezwładne cielsko marki. Czasem pojawiają się w tym tłumie też błędni rycerze, którzy starają się zwrócić uwagę tłumu na pewne pęknięcia na ścianie wywodu Kowalskiego, możliwe mylne interpretacje, czy inne uchybienia, lecz zazwyczaj są szybko pacyfikowani przez wojujących. Wszak tu każdy wie najlepiej, każdy ma swoje zdanie, które tonem nieznoszącym sprzeciwu zamierza wypowiedzieć.

Rozdział III – słowa z góry
Marka pod postacią opiekuna fanpejdża bądź agencji oczywiście również będzie brała udział w tej przepychance. Niestety jak każdy adwokat we własnej sprawie jest z góry skazana na przegraną (choć oczywiście gra idzie nie o prawdę, a o sympatię tłumu – to wciąż igrzyska). Walka idzie o odczarowanie powszechnej na tę chwilę opinii, że zamiast robić biznes i sprzedawać swoje produkty tak naprawdę zatrudnia wyłącznie krętaczy i oszustów, którzy tylko czekają, żeby na kilka złotych oszukać Kowalskiego. Na szczęście internetowa policja nie śpi i tylko czeka, by rozliczyć markę ze złych uczynków! Świat będzie od dziś lepszym miejscem!

Rozdział IV – nieświadomy czytelnik
Kurz bitewny zawsze po pewnym czasie opada. Na stronę, forum czy fanpage’a trafia jakiś inny Nowak. Chciałby się dowiedzieć, czy warto kupić tę wspaniałość, którą handluje firma. Niestety zamiast się czegokolwiek dowiedzieć, trafia w oko cyklonu, gdzie ścierają się żale, półprawdy, niedopowiedzenia i generalnie frustracje wszelkiego typu. I wiecie, co taki Nowak sobie pewnie pomyśli: „dzięki za nic”.

Epilog
To wszystko oczywiście jest pewną grą, która swoje skutki na stałe odciska w cyberprzestrzeni. Każda akcja powoduje kontrakcję, stąd marki uciekają się do marketingu szeptanego, zatrudniają klakierów, którzy w samych superlatywach przedstawiają dane produkty czy usługi. Poszukujący w sieci wiedzy nie mogą więc liczyć na merytoryczne i wyważone komentarze, bo, choć takie istnieją, ciężko odnaleźć je w zalewie treści preparowanych przez marki bądź tworzonych przez urażonych Kowalskich.
Czy to znaczy, że chciałbym, żeby w swobodne głoszenie opinii w sieci zniknęło? Raczej nie, myślę, że to bardziej dobrodziejstwo niż przekleństwo, problematyczne jest jednak nonszalanckie i nieodpowiedzialne pisanie tego, co się chce, tam, gdzie się ma na to ochotę. W końcu teraz czasy wolności, więc kto mi zabroni. Otóż nikt. Przed nami mądrzejsi i taki dajmy na to Platon (nie czekoladowy baton #PDK) sugerował, że jeśli wolność będzie najwyższą wartością społeczną, to doprowadzi nas to do stanu, gdzie wszystkie prawa będą podlegać ocenie i dyktatowi ogółu, co stopniowo będzie prowadziło do degeneracji obowiązujących wartości.

A co na to Vikingowie?
W sumie to jesteśmy nieco z boku tego zamieszania. Jasne, że i u nas zdarzają się podobne historie, wtedy radzimy sobie z nimi, jak potrafimy, ale chyba nieźle nam to wychodzi, bo raczej nas, Vikingu, lubisz – na to przynajmniej wskazuje uśmiechnięta mina Magdy, kiedy przychodzi jej do moderacji postów, które pojawiają się na naszym Fejsie. Nasi bracia zza wielkiej wody zwykli mawiać: „honesty is the best policy”, a ja to kupuję. W naszej pracy staramy się działać tak, żeby o tym zawsze pamiętać, tyle że robimy to całkiem na luzie. Pamiętamy też o tym, że bądź co bądź powierzacie nam swoje telefony, to nie byle co i całkiem spory wyraz zaufania. Doceniamy to, staramy się być jak trzeba, krótko mówiąc robimy, co do nas należy, ale bez zadęcia, zbędnej procedury – u nas też pracują zwykli ludzie, którzy przychodzą do roboty co rano, robią swoje najlepiej jak potrafią, a potem zajmują się własnym życiem. I wiecie co, jest fajnie jak na kombajnie.

Aha, i uprzedzając komentarze, mam ze sobą już maść na ból sami wiecie czego, a wy przecież wiecie lepiej i chętnie skomentujecie tych kilka żali białego kołnierzyka…

Viking Maciek, MGM Product Manager w Mobile Vikings

Wasze komentarze:

Sprawdź oferty