Blog Mobile Vikings
Telefon OnePlus Nord 2

Na burtę czy za maszt? OnePlus Nord2

Zupełnie nowa seria na blogu Vikingów nadchodzi! :eyes:

Słowem wstępu – w vikingowej ofercie telefonów nie znajdziecie (bo zamiast dogadywać się z producentami i wciskać Wam drożej wybrane modele, jak inni operatorzy, zostawiamy Wam pełną wolność), ale wiadomo, że karta SIM gdzieś musi zamieszkać. Najlepiej w jakimś gustownym smartfonie! Dlatego od dziś raz w miesiącu będziecie mogli przeczytać recenzję wybranego telefonu. :iphone:

Ale to nie koniec niespodzianek! Tę serię będzie współtworzyć nasz gość specjalny, który jest Vikingiem! :muscle: Tak, mamy to szczęście, że nasza społeczność ma wiele talentów :smirk: Pytacie o kwalifikacje? Nasz Viking tworzy na Youtubie pod pseudonimem Michał Pisarski Tech. Jego cechy charakterystyczne to: poczucie humoru, rzetelność recenzji i prawie 100 tysięcy subów. Kto go jeszcze nie poznał, niech wskakuje na jego kanał!

Nie przedłużając, oddajemy gło… klawiaturę naszemu gościowi.

Smartfony OnePlus długo kojarzyły mi się z Mobile Vikings. Po pierwsze, stanowiły świetną opcję ”dla wtajemniczonych” i kupując takiego OnePlusa mogliście od razu poczuć się jak członkowie jakiegoś ekskluzywnego klubu. I to – co istotne – nie wydając na to przesadnie ekskluzywnych kwot. 

Po drugie, w zeszłym roku Chińczycy wprowadzili na rynek nową markę nazwaną OnePlus Nord, a “Nord” w języku norweskim (ale jakby coś też w staro-wysoko-niemieckim) oznacza “północ”. Północ z kolei oznacza wikingów, co też całkiem nieźle do tych telefonów pasowało, bo miały siać spustoszenie na rynku średnio półkowych smartfonów i grabić serca użytkowników. 

Tylko, że nie bardzo wyszło. Mówiąc delikatnie, gdyby pierwszy przedstawiciel rodziny Nord naprawdę był wikingiem, ograbić to mógłby się co najwyżej sam z oka, bo wydłubałby je sobie rogami z własnego hełmu. Na szczęście, oprócz tego oka, OnePlus wyciągnął też z porażki wnioski, a Nord 2 to już jeden ze zdecydowanie najlepszych telefonów, jakie możecie kupić za około 2000 złotych. 

Właśnie – 2000 złotych. Jeśli wydajecie na smartfon taką kasę, pewnie zależy Wam głównie na konkretach. Możecie wymagać sporo, ale nie szukacie niesamowitych doznań estetycznych ani przełomowych funkcji zaimplementowanych po to, żeby raz na pół roku kolega mógł spojrzeć z zazdrością. Gdyby telefon za 2000 złotych był posiłkiem, powinien być porządnym stekiem, nie kiełkami w Atelier Amaro. Ma być solidnie! 

I Nord 2 idealnie się w te kryteria wpasowuje. Wykończenie obudowy nie było może “inspirowane widokiem fiordów w pełni księżyca” czy inną wycieczką all-inclusive projektantów, która podniosła cenę każdego egzemplarza o kilka stów, ale miło się na nie patrzy – i to nie tylko przez pierwsze dwie sekundy po wyjęciu go z pudełka, bo Nord w ogóle się nie brudzi. 

Na jednym ładowaniu bez problemu wytrzymuje całą intensywną dobę, a nawet jeśli nasze definicje pojęcia “intensywna” się różnią (dla mnie to np. opuszczenie  domu), i tak nie powinniście narzekać, bo naładujecie go do pełna w pół godziny! Jeżeli z kolei stan naładowania Waszych telefonów przed każdym wyjściem zmienia się magicznie w 10% (bo przecież niemożliwe, żebyście zapomnieli) kwadrans na kabelku wystarczy mu, żeby wytrzymał bez gniazdka do końca dnia. 

Wykorzystujecie telefon przede wszystkim do wyjątkowo istotnych zadań typu “filmiki w internecie”? OnePlus doskonale rozumie, jak poważna to sprawa. Ekran Norda to całkiem niezły i jasny AMOLED z szybkim odświeżaniem i intensywnymi kolorkami. 

Znajdziecie też w nim całkiem ciekawą opcję poprawiania jakości odtwarzanych filmów. Tak, pewnie, Vikingowie na brak internetu nie narzekają, ale gdy gdzieś na końcu świata, w miejscu, w którym psy szczekają rogami, zawodzi zasięg, miło zobaczyć, że jakość 240p dla odmiany pozwala poznać, czy patrzycie na śmiesznego kotka, czy na fragment wykładu z fizyki teoretycznej. Znaczy, w sumie jedno nie wyklucza drugiego, bo Kot Schrödingera i tak dalej, ale wiecie o co chodzi. 

Przyjemne seanse umilają też dwa głośniki. Czy są wybitne? NIE, ALE SĄ DWA, CZEGO NIE ROZUMIECIE? 😉 Na tej półce cenowej to wciąż rzadkość, a o ile dobrze pamiętam moje własne wykłady z fizyki teoretycznej, dwa to więcej niż jeden.  

Poza tym Nord działa szybciutko, w systemie nie natknąłem się na żadne błędy, a zdjęcia – z głównego aparatu, szerokiego kąta i selfie – jak na telefon za 2000 złotych robią naprawdę dobre wrażenie. Tak jak mówiłem – zadbali o konkrety!

Właściwie wszystko co w tym telefonie faktycznie jest, jest spoko, a narzekać możemy głównie na to, czego nie ma. A nie ma ładowania indukcyjnego, nie ma certyfikatu wodoszczelności, nie ma obiektywu z optycznym przybliżeniem… Ale hej, nie wiem czy słyszeliście, ale w Fordzie Fiesta zabrakło wbudowanej lodówki do chłodzenia szampana… Rozumiem oburzenie, bo przecież znajdziemy taką w najdroższych Rolls Royce’ach, ale pamiętajmy o klasie cenowej 😉

No dobra, brakuje jeszcze slotu na karty microSD (ale jest 128 GB wbudowanej, szybkiej pamięci) i złącza na przewodowe słuchawki (ale jest… złącze na… bezprzewodowe słuchawki? Chciałem Was pocieszyć), ale nie można mieć wszystkiego.

Ogólnie to bardzo lubię na smartfony narzekać i nie mogę się doczekać, aż za miesiąc będę mógł wylać trochę złośliwości na nowego iPhone’a – jeśli tylko mnie sprowokuje – ale w pierwszej recenzji chciałem Wam przybliżyć smartfon, który naprawdę uważam za idealny dla Vikinga. Bo tak, Nord wreszcie zasłużył na swoją nazwę. I udowodnił wojownicze pochodzenie.

A, i właściwie to on kosztuje w tej chwili 1899 złotych, więc jeśli naszykowaliście już równe 2000, za pozostałe 101 możecie kupić sobie coś ładnego 🙂 Nie ma za co i do usłyszenia w następnym wpisie! 

PS A może Ty, czytelniku, też chcesz coś stworzyć na naszego bloga? :eyes: Napisz do nas!

Dodaj komentarz