Blog Mobile Vikings
iPhone 13pro

Za burtę czy na maszt? iPhone 13 Pro

Każdego roku premiera nowych telefonów Apple to wielkie wydarzenie – nawet jeśli smartfonami się zbytnio nie interesujecie, pewnie chociaż kojarzycie które cyferki przy nazwie “iPhone” to te aktualne. Inna sprawa, że niektórzy wikingowie podchodzą to tych premier jak do biesiady, bo jabłkowe produkty lubią i szanują (i ich małżonki też), a inni jak do grabieży, “bo przecież te telefony tylko plądrują kieszenie użytkowników”. Argumenty której ze stron umacnia iPhone 13 Pro? No, tak po prawdzie to obu. Będzie jatka. 

Z jednej strony, Apple jest łaskawe – wystarczy, że złożycie w ofierze 5199 złotych, a obdaruje Was łaską posiadania jednego z najbardziej wszechstronnych i po prostu najlepszych telefonów jakie istnieją. Z drugiej, to przecież 5199 złotych! A funkcji, których nie da się znaleźć w innych osadach – ba! nawet w poprzedniku – wcale nie ma tu zbyt wiele. 

Największe nowości: iPhone ma teraz lepszy szerokokątny aparat, teleobiektyw z większym niż dotychczas przybliżeniem, wytrzymuje dłużej bez ładowarki, i ma lepszy ekran z powiększonymi zakolami, czyli mniejszym wcięciem od swoich przodków. To ostatnie najważniejsze – po tym będzie widać, że kupiliście tego nowego! 😎

Brzmi mało spektakularnie, ale też prawda jest taka, że w iPhone’ach zostało już niewiele do poprawy. Od lat są posłusznymi kompanami, którzy błyskawicznie spełniają wszystkie polecenia, nie boją się wody, mają świetne głośniki i strzelają bardzo ładne foty. Fantazyjności i innowacji w nich niewiele, ale takiego niezawodnego towarzysza chciałby mieć każdy. No, przynajmniej każdy, kto z krucjaty przeciwko Apple nie uczynił swojego sensu życia 😉

A że zmiany, choć na papierze skromne, w rzeczywistości są bardzo odczuwalne, trzynastka na pewno nie jest dla Apple pechowa.

Przede wszystkim: iPhone’a 13 Pro możecie używać przez 7-8 godzin z włączonym ekranem, nim zapłacze za kabelkiem albo ładowarką indukcyjną. To długo – wystarczy na dwa maratony, splądrowanie paru wiosek, albo przynajmniej wchłonięcie całego sezonu Wikingów na Netfliksie. Zależy jaki preferujecie styl życia. 😉 W każdym razie: niewiele telefonów wytrzymuje aż tyle, a te które wytrzymują, zwykle wyglądają jakby miały wbudowany powerbank. 

W aparatach bryluje nowa funkcja “style zdjęć”, dzięki której iPhone zawsze będzie robił takie foty, jakich zapragniecie. To znaczy o lokalizację i żeby akurat nie mrugnąć nadal musicie dbać sami, ale gdy raz wybierzecie pasującą Wam kolorystykę i kontrastowość fot, “Trzynastka” już zawsze będzie się jej trzymała. Chyba że Wam się odwidzi. Innymi słowy: niezależnie od Waszego fotograficznego gustu, iPhone w niego trafi. Czad! 

Szumnie zapowiadanym bajerem był tryb filmowy, czyli opcja nagrywania filmów z… filmowo rozmytym tłem. Dobra wiadomość: zwykle działa. Prawdziwe zbawienie, gdy za 5 minut call od Odyna, a za Waszymi plecami porozwalane topory, jucha, hełmy i beczki z piwem. Zła wiadomość: nie działa w wideorozmowach, więc jednak musicie posprzątać. 🤷  Rzeczywiście potrafi za to uczynić syf za plecami “artystycznym” i daje całkiem sporo radości, ale czasem się myli i rozmywa nie to co trzeba. Póki co – zabawka, do poprawy w kolejnych modelach.

To nie koniec usprawnień w aparatach. Jak często w życiu żałowaliście, że nie macie akurat przy sobie obiektywu do zdjęć makro? Ja na przykład nigdy, ale nowy tryb makro w 13 Pro rzeczywiście sprawił, że uwieczniam na fotografiach z odległości 2-3 centymetrów wszystko, co tylko mogę. Są super! I ogólnie, aparaty – moim zdaniem najfajniejsze na rynku. 

Pozostaje jeszcze ekran z trybem ProMotion, czyli odświeżaniem na poziomie 120 Hz. Czyli że telefon wydaje się działać jeszcze płynniej. Androidowa konkurencja często oferuje to wprawdzie w telefonach za niewiele ponad 1000 złotych, ale dla użytkowników iOS to cenny łup. Gdyby Apple tej opcji nie wprowadziło, poznałoby smak niejednego bojowego cepa. Wprowadziło… i też pewnie pozna, bo wszyscy narzekają, że dopiero teraz. Ale dobrze, że wreszcie jest. Efekt subtelny, ale bardzo przyjemny. 

Subtelnie, ale jednak, czuć też braki. Nadal nie da się oglądać powiadomień i godziny na wygaszonym ekranie, jak u androidowej braci. A z tym “wytrzymywaniem dłużej bez ładowarki” na początku to mówiłem dosłownie, bo niektóre egzemplarze wytrzymają pewnie bez niej nawet rok. Bo po prostu tej ładowarki nie ma w pudełku i trzeba ją dokupić osobno. No i selfie jakoś tak mało spektakularnie wychodzą. Ale przynajmniej przednia kamerka ma dość szeroki kąt widzenia, więc zmieścicie się z całym hełmem. 

Całkiem możliwe, że sumarycznie iPhone 13 Pro to najlepszy telefon. Tak w ogóle. Wydajny, z rewelacyjnymi aparatami z tyłu, długim czasem pracy, przepięknym ekranem – no niezależnie od tego, do czego właściwie telefonu potrzebujecie, spełni Wasze oczekiwania. Tylko że za 5200 złotych to pewnie dałoby się kupić całkiem porządny drakkar, który też spełniłby Wasze oczekiwania. Plus moglibyście popłynąć nim na północ! 

Nowy iPhone to jeden z kilku najdroższych telefonów na rynku,  więc taka jakość to powinien być jego obowiązek, niczym kąpiel co sobotę u Wikinga (to fakt, jak na średniowieczne standardy, nasi przodkowie byli prawdziwymi pedantami). Ale trzeba przyznać, ten obowiązek spełnił wzorowo. I leci na maszt! Jeśli używacie iPhone’ów Xs lub starszych, to świetny moment na zacumowanie ich i przesiadkę na 13 Pro. A jeśli kusi Was przejście z Androida, to od kilku lat żaden iPhone nie dawał ku temu tylu dobrych powodów. 

1 komentarz

  • Telefon jak telefon każdy podnieca się 🍏 może i są dobre ale nie za taką cenę…
    Większość czasu posiadałem Samsunga i też nie narzekałem po kilku ładnych latach przesiadłem się na 🍏11 wielkich różnic nie odczułem, a od ponad pół roku posiadam 🍏12 Pro urządzenie jest spoko ale jak wcześniej pisałem nie za takie PLN, a po 3 gdy wypłyniesz na głębokie wody gdzie jest słaby zasięg to czego byś nie miał w ręku to każde urządzenie miele i strony nie otwiera, nie to co nóż Vikinga który zawsze jest niezawodny i wszystko nim otworzysz 😜